poniedziałek, 14 lipca 2014

"Don Giovanni" Teat Wielki, Poznań


Źródło: http://www.opera.poznan.pl

W wielu recenzjach, które przeczytałem na temat poznańskiego wystawienia Don Giovanniego w Teatrze Wielkim pojawia się krytyka, że to przedstawienie jednej sofy. Na scenie nie ma bowiem niczego poza sofą, która wnoszona i wynoszona jest w kolejnych scenach. Zastanawiam się przy tym, dokąd zmierza współczesna opera, współczesny teatr w ogóle, w którym dominuje tak daleko posunięty minimalizm. W coraz większej liczbie przedstawień zaczyna dominować słowo, muzyka, gest, a nie scenografia, tak niegdyś ważna dla teatru po długiej drodze, którą do teatru doszła.

Pippo Delbono, reżyser przedstawienia, wpada na kilka ciekawych pomysłów, które realizuje w trakcie przedstawienia. Jednym z nich jest jego własne wystąpienie. Widzowie mogą usłyszeć głos reżysera, który przybliża historię życie Mozarta, którą porównuje do losów głównego bohatera opery. O ile jakość nagrania i sam głos Delbono są urzekające, o tyle polski lektor mówi monotonnie, z wadami wymowy, co psuje cały efekt, jaki ta część miała wywołać. Podane są na końcu szczegóły śmierci Mozarta, jego zbiorowego grobu. Aby to zobrazować, podczas trwania uwertury do opery podnosi się kurtyna, a na scenie leżą półnadzy członkowie baletu. Ułożeni są w jednym rzędzie i pada na nich białe światło, które symbolizować ma wapno przykrywające chowane zwłoki. Pomysł ciekawy, jednak natychmiast przywołujący na myśl zbiorowe groby powstające podczas II Wojny Światowej. O ile na początku uznałem to za dość przekonujące, o tyle później stwierdziłem, że to pomysł dość kontrowersyjny.

Dyskusyjny jest także wybór stroju dla Leporella i Don Giovanniego. Cała sztuka ich przebiegłości polegać ma na zamianie stroju i zmyleniu zebranych na uczcie. Trudno to jednak uczynić, kiedy obie postacie przez cały czas trwania opery występują w takich samych strojach! Widz, który nie znał wcześniej libretta, może się nawet nie zorientować, że postacie dokonały jakiejkolwiek zamiany. Bohaterowie wyglądają jak równi sobie, wcale nie widać, że Leporello jest sługą Don Giovanniego, ma na sobie bogate, kunsztowne stroje.

Chwilami miałem też wrażenie, że aktorzy grający Leporella (Adama Palka) i Don Giovanniego (Stanisław Kuflyuk) powinni zamienić się rolami, bo to niezwykły głos Adama Palki zdominował całe przedstawienie. Warto tu zwrócić uwagę na „arię katalogową”, którą Palka wykonał idealnie, a i pomysł reżysera na tę scenę zasługuje na pochwałę – kurtyna, sofa i pojawiające się kolejne kobiety głównego bohatera wyróżniają tę scenę spośród pozostałych.

Osobą, którą bez wątpienia należy wyróżnić w przedstawieniu, jest Iwonna Hossa, która wcieliła się w rolę Donny Anny. Z niecierpliwością wyczekiwałem jej kolejnych partii, jej idealnego wyśpiewania każdej pojedynczej frazy, która wybrzmiewała. Oby na stałe zagościła na operowej scenie.

Kostiumy nawiązywały do epoki przez większość przedstawienia, by w ostatniej scenie postacie wyszły na scenę w strojach współczesnych. Ciekawy to zabieg, w którym postacie jakby wychodzą ze swoich ról i przypominają bohaterów współczesnych seriali, którzy spotykają się na rodzinnej naradzie i mówią o swoich dalszych losach.

Orkiestra prowadzona jest znakomicie pod batutą Gabriela Chmury, jedynie raz zdarzyło się, że muzyka trochę się rozeszła, ale to za sprawą przeniesienia części muzyków na scenę, na której odgrywali rolę kapeli grającej na przyjęciu. Muzycy stojący po prawej stronie trochę zgubili tempo głównej orkiestry.

Gdybym mógł, z pewnością wybrałbym się na to przedstawienie jeszcze raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz