poniedziałek, 14 lipca 2014

Międzynarodowy Festiwal im. Philippa i Xavera Scharwenków



Raz w roku zdarza się, że Szamotuły zamieniają w magiczną krainę muzyki. A dzieje się to za sprawą odbywającego się V Międzynarodowego Festiwalu im. Philippa i Xavera Scharwenków oraz mającego miejsce w tym samym czasie Mistrzowskiego Kursu Wiolonczelowego.

Kurs Wiolonczelowy skupia w Szamotułach kadrę najwybitniejszych pedagogów z zakresu gry na wiolonczeli, co sprawia, że nawet dość wysoka cena za uczestnictwo w kursie (1200 złotych za 4 lekcje z wybranym nauczycielem i 2 lekcje z akompaniatorem, zakwaterowanie w bursie) sprowadza do miasta wielu młodych muzyków, których spotkać można przechadzających się po ulicach miasta z futerałami na plecach. Do prowadzących zajęcia należeli, m. in.: prof. Kazimierz Michalik, prof. Markus Nylkos, dr. hab. Maciej Mazurek, dr Tomasz Lisiecki.

Sam festiwal ma za zadanie szerzyć dokonania Philippa i Xavera Scharwenków, dwóch wybitnych kompozytorów epoki romantyzmu (mimo że urodzili się dopiero, gdy romantyzm był w pełni, całkowicie tworzyli w jego duchu), których historia zaczyna się właśnie w Szamotułach, bo to w tym mieście się urodzili, skąd później przenieśli się do Berlina. Xaver zaczął naukę gry na fortepianie sam, ze słuchu, gdy miał 3 lata (!), formalną edukację muzyczną rozpoczął dopiero w wieku 15 lat, gdy rodzina przeprowadziła się do Niemiec. W 1881 roku założył konserwatorium muzyczne w Berlinie, a w 1898 szkołę muzyczną w Nowym Jorku. Podobnie też jak brat, Phillip, studiował teorię muzyki w Berlinie, której Phillip zaczął nauczać. Wtedy właśnie pojawiły się jego pierwsze kompozycje.

Sam festiwal to 6 koncertów oficjalnych i kilka mniejszych, odbywających się w ciągu dnia, na których występują uczestnicy kursu.
Niestety, na dwóch pierwszych koncertach nie byłem, ponieważ po prostu o nich nie wiedziałem, zbyt późno zauważyłem plakat informujący o festiwalu. Mam czego żałować, ponieważ koncert inauguracyjny to jeden z koncertów projektu „Nie boję się muzyki”, a dokładniej koncert „M jak Mozart”, którego zadaniem jest przybliżenie życia i twórczości tego wielkiego kompozytora. Wykonywane były arie i duety z Czarodziejskiego fletu, Wesela Figara, Don Giovanniego. Oprócz koncertu wyświetlane miały też być filmy, zdjęcia, wywiady, a wszystko okraszone odpowiednią dawką humoru.

We wtorek, 1 lipca, wystąpiła Barbara Warchalewska, której akompaniował Paweł Mazur. Zagrała Fantazję Alexandra Tansamana. Czy było to wykonanie mistrzowskie? Zwracając uwagę na poziom trudności tego utworu, należy chyba odpowiedzieć, że niewiele do takiego wykonania brakowało. Zdecydowanie pochwalić trzeba niezwykłą barwę instrumentu Warchalewskiej, który pochodzi z XVIII wieku. Oprócz niej wystąpiło także Saysetzky Trio, które wykonało Trio c-moll op. 101 J. Brahmsa (też utwór trudny) oraz drugą część Tria nr 1 op. 1 Xavera Scharwenki. Na koniec wystąpił Wojciech Kubica, wspaniały pianista, który uraczył widownię jednym utworem Scharwenki i  kilkoma „szlagierami” Chopina, które zna prawie każdy (Nokturn cis-moll, Etiuda c-moll, Polonez As-dur), niemniej przyjemnie było je usłyszeć (nawet na brzęczącym fortepianie, przy którym coś złego zmajstrował stroiciel). 

Kolejny dzień, środa, to występ Anny Banaś, która wykonała Sonatę na wiolonczelę solo op. 25 nr 3 P. Hindemitha, następnie kolejni uczestnicy kursu wykonywali poszczególne części Koncertu wiolonczelowego e-moll op. 85. Na uznanie zasługuje Małgorzata Bleja, która zagrała jego pierwszą, chyba najbardziej znaną, część.

Koncert który odbył się w czwartek był chyba najlepszym koncertem, który w ramach festiwalu. Maria Bielewicz wykonała mistrzowsko pierwszą część sonaty A-dur op. 69 L. van Beethovena, a po niej Grave Witolda Lutosławskiego. Tu ogromny plus dla organizatorów koncertu za dobór repertuaru wiolonczelistów, którzy nie wykonywali tylko klasyków wiolonczeli, ale też współczesną, mniej znaną muzykę, która pozwala na pokazanie całego warsztatu młodych muzyków. Z tym zadaniem Maria Bielewicz poradziła sobie wzorowo.
Jednak gwiazdą wieczoru został Jahnke String Quartet. Jest to zespół czwórki młodych muzyków z Akademii Muzycznej w Poznaniu. Wykonali oni niezwykle trudny i wymagający kwartet smyczkowy f-moll op. 80 nr 6 Felixa Mendelssohna Bartholdy’ego i poradzili sobie z tym utworem wzorowo. Na szczególną uwagę i wyróżnienie zasługuje warsztat Jacka Świcy, pierwszego skrzypka i Magdaleny Probe, wiolonczelistki. Niestety, muzycy nie zdecydowali się na umieszczenie w internecie tego utworu, jest jednak inny, wykonany na równie wysokim poziomie kwartet J. Haydna:


Ostatni koncert, koncert finałowy, który odbył się w sobotę, to ogromne zaskoczenie. Wystąpiła wtedy najlepsza wiolonczelistka całego festiwalu – Daria Grzegorz, która wykonała Sonatę na wiolonczelę solo G. Ligetiego oraz pierwszą część Koncertu c-moll op. 66 N. Miaskovskiego. Organizatorzy znów postawili na muzykę współczesną, a Daria wręcz położyła mnie swoim wykonaniem na łopatki. Aż słów brakuje, żeby opisać pasję, z jaką wykonała oba utwory, niezwykle wysoki poziom jej warsztatu. Po niej wystąpił pianista Maciej Pabich, który zagrał utwory Schuberta i Schumanna w opracowaniu Liszta (Ave Maria  i Dedykacja), by później przejść do Scharwenki, Chopina (znów w opracowaniu Liszta, tym razem znane wszystkim Życzenie, Pierścień i Hulanka – tu przypomina mi się koncert zeszłoroczny, na którym grane były te same utwory Chopina) i Liszta we własnej osobie.

Tydzień wspaniałych koncertów, niezwykłych wrażeń i zachwytów nad muzykami szybko się skończył. Wszystkie koncerty odbywały się w spichlerzu przy Zamku Górków. Miejsce to ma specyficzną atmosferę. Koncerty wyglądają zupełnie inaczej niż w sali koncertowej Zamku, gdzie odbywa się większość wydarzeń. Wejście na wszystkie wydarzenia było darmowe, ale i to nie sprowadziło na nie zbyt wielu szamotulan. Rzekłbym wręcz, że, jak zwykle bywa na imprezach szamotulskich, pojawiły się te same, co zawsze, osoby. A szkoda, bo koncerty naprawdę są godne polecenia. Pozostaje jedynie mały ich mankament. Jak na festiwal, który ma promować twórczość braci Scharwenków, mało było ich utworów. Cztery utwory braci w ciągu sześciu koncertów i ogromu innych utworów to chyba za mało, by mówić o Festiwalu Scharwenków.
Pozostaje teraz jedynie czekać na kolejny rok, może znów będzie tak udany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz