poniedziałek, 14 lipca 2014

"W stronę słońca", Festiwal Transatlantyk



Źródło: https://www.facebook.com/szokszamotuly

W ramach poznańskiego Festiwalu Transatlantyk ruszył także projekt pod nazwą Mobilne Kino Škody. Organizatorzy chcą w ten sposób przybliżyć sam Festiwal mieszkańcom Wielkopolski, wyświetlając w różnych miastach (Piła, Chodzież, Wągrowiec, Śrem, Września, Kalisz i wiele innych miast) filmy.

Wraz ze swoją przyjaciółką miałem okazję być na filmie Przed wschodem słońca w reżyserii Richarda Linklatera na pokazie w Szamotułach, który odbył się 6 lipca o godzinie 21.30.

Do samej organizacji pokazu zastrzeżeń chyba mieć nie można. Był duży, dmuchany ekran, były leżaki, nawet ktoś sprzedawał prażoną kukurydzę.
Jedyne zastrzeżenia, jakie mogą się pojawić, to zachowanie ludzi. Zgodnie z zasadą „daj ludziom coś za darmo, a przyjdą i zepsują”, ludzie przyszli i zepsuli. Nie obyło się bez stania i zasłaniania ekranu, głośnych rozmów o codziennych dylematach przez cały film, wychodzenia, gdy tylko skończyło się piwo, używania powodujących duszności środków owadobójczych (tak, komary to prawdziwa udręka, sam mam jeszcze ślady po ich ukąszeniach, ale używanie takiej ilości środków to chyba przegięcie) i chęci wcześniejszego wyjścia:
- Ola, idziemy już?
- Za chwilę, miało się kończyć o 23.
- Ale już jest po 23.
- Ale film pewnie zaraz się skończy, poczekajmy jeszcze.
- No dobra! Ale nudy.
Nie muszę chyba dodawać, że obie dziewczyny filmem w ogóle zainteresowane nie były, bo zażarte dyskusje i wędrówki po parku urządzały od samego początku.

A film to historia spotkania dwóch osób: Francuzki Celine i Amerykanina Jesse, którzy poznają się w pociągu. Nie jest to jednak zwykła znajomość, jakie zawierane zostają podczas długich podróży pociągiem, bowiem szybko zamienia się w coś więcej. Bohaterowie postanawiają wysiąść razem w Wiedniu, by spędzić cały dzień i całą noc na rozmowach o tematach błahych, zwykłych, codziennych, ale też ważniejszych, filozoficznych, etycznych, światopoglądowych (tu wspaniała rozmowa o feminizmie…). Ale film to nie tylko rozmowy, nie tylko przeradzanie się znajomości w romans, ale też wspaniałe obrazy Wiednia i muzyka, która również zasługuje na pochwałę.
Historia może nie kończy się tak, jak byśmy tego chcieli. W widzu zawsze drzemie ciekawość i chce dowiedzieć się, co było dalej, a podobno największym skarbem filmów są ich otwarte zakończenia. Tak było i tym razem. Bohaterowie rozstają się więc na dworcu i obiecują sobie, że niedługo spotkają się w tym samym miejscu. Czy do spotkania dojdzie? Tego nie wiemy.
Powstały jednak dwa sequele filmu: Przed północą i Przed zachodem słońca, które przedstawiają dalsze losy postaci. Chyba trochę boję się je oglądać, nie chcę zepsuć wrażenia, które wywołał na mnie Przed wschodem słońca. Chociaż może kiedyś do nich sięgnę, kiedy ciekawość zwycięży.
Mimo że film wykorzystuje mnóstwo utartych schematów pojawiających się prawie w każdej produkcji, chyba zdecydowanie warto go obejrzeć.

I warto organizować więcej pokazów!

3 komentarze:

  1. Weź wrzuć tu link do tego bloga książkowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten blog książkowy został jakiś czas temu przeze mnie zawieszony, ale recenzje książek będą też pojawiać tutaj. ;)

      Usuń
  2. byłam, widziałam, doceniłam inicjatywę. popieram postulat, by działo się więcej.

    OdpowiedzUsuń